"Lepiej być całkowitym niż doskonałym" - Carl Gustav Jung
Wokół III Konferencji pracy z Ciałem „SAPERE”
konferencja praca z ciałem SAPERE

Wokół III Konferencji pracy z Ciałem „SAPERE”

Kilka myśli i uczuć związanych z udziałem w konferencji Pracy z Ciałem "Sapere"

Żyć to kochać. Zanegowanie pragnienia miłości jest śmiercią za życia.

~Aleksander Lowen

Już od jakiegoś czasu myślałam o tym, aby wziąć udział w III Międzynarodowej Konferencja Pracy z ciałem w psychoterapii. Od razu się jednak na to nie zdecydowałam. Bo jak to? Mój podstawowy warsztat pracy mało jest związany z pracą z ciałem. Można byłoby zapytać czy jakoś go dostrzega? A jeśli nawet to, czy coś z nim „robi”?

I chociaż od jakiegoś czasu ta tematyka mnie jakoś przyciąga, czytam o niej, dowiaduje się coraz więcej, ba! Nawet sama już sprawdziłam „jak działa”, uczestnicząc w sesji SE, a także podjęłam się z tej metody szkolenia (pozostając w zafascynowaniu tym jak to działa). Ale cała reszta?

Jest to jakiś rodzaj nowości dla mnie. Coś co nie do końca „pasuje” do tego co się zna i uważa za ważne. W końcu od zawsze słyszałam, że najważniejsza jest „głowa” – umysł, praca na poziomie werbalnym, a tutaj się okazuje, że można inaczej?

Dorota Hołówka prezes Stowarzyszenia Nowa Psychologia na stronie głównej Konferencji napisała:
„Terapeuci, którzy potrafią zaobserwować doznania cielesne, zaglądają do wnętrza psychiki, same rozmowy nikogo nie doprowadzą do tego miejsca, do którego prowadzi ciało, ponieważ jak powiedział kiedyś Freud: ‚Umysł zapomniał, ale ciało nie zapomniało’
Przez ostatnie 20 lat dokonuje się w psychoterapii wielka rewolucja, która spowodowana jest rozwojem technik obrazowania mózgu. Psycholodzy oraz lekarze nie mogą zaprzeczać już, że zdrowie naszego ciała uzależnione jest od psychiki, a uzdrowienie psychiki jest możliwe poprzez wgląd w ciało i emocje. Traktowanie ciała w oderwaniu od doświadczeń o charakterze psychologicznym powoduje uzależnienie się od farmakologii, zniewala i ogranicza potencjał, którym dysponujemy.”

Decyzję podjęłam w ostatnim momencie. W sumie to skusił mnie fakt, że jednym z prelegentów będzie terapeutka pracy z traumą Marianne Bentzen.

Konferencja – atmosfera inna niż wszystkie

Zadziwiająca jest już sama atmosfera, która była na tej konferencji. Chociaż sala mała to wypełniona po brzegi, a część osób siedziała nawet na schodach. Było, więc trochę ciasno i trochę duszno. To wszystko jednak nie przeszkodziło prowadzącym, aby prosić publiczność do uczestnictwa w różnego rodzaju ćwiczeniach związanych z ciałem – poczucia siebie, własnej przestrzeni, własnego oddechu i ruchu. A co za tym idzie – również emocji. Mało tego! Prosić również o nawiązanie kontaktu z osobami, które siedzą obok, zachęcić ich do interakcji między sobą.

Dla takiej osoby jak ja, która mało ma do czynienia z tego typu aktywnościami, pomijając już miejsce publiczne, było to swego rodzaju niesamowite doświadczenie. To uczucie, że z jednej strony ginie się w tłumie, lecz z drugiej jest się ze sobą i z innymi. Podzielanie doświadczenia i uwagi. Twórcze i przyjemne, gdy sobie na to pozwolić. Nie spotkałam takiej jakości aktywacji publiczności na żadnej wcześniejszej konferencji z psychoterapii, na których uczestniczyłam. 

 

Treść jakże inna… 

Sama konferencja była ciekawa i interesująca. Marianne Bentzen podważyła skuteczność katharsis i nie chodziło tylko o to, że nie do końca się to sprawdza jako doraźny sposób na wyrażenie emocji, ale przede wszystkim podkreślając to, że nauka takiego sposobu, już później bywa stosowana w relacjach z ludźmi, a to już może być wręcz szkodliwe. Terapeutka mówiła zatem o psychoterapii jako metodzie uczenia interpersonalnego. Dużo było zatem mowy o rozwoju od małego, o mentalizacji, o tym w jaki sposób pracować z osobami, które borykają się z traumami z poziomu – szczególnie – wczesnodziecięcego. Duży nacisk w wykładzie został położony na konieczność wspierania/uczenia umiejętności synchronizacji jako podstawy do jakiejkolwiek dalszej pracy psychoterapeutycznej, podkreślając znaczenie rytmu i zabawy. Gdy tego słuchałam to pomyślałam sobie, że gdybym na tym wykładzie była jeszcze rok, dwa lata temu to słysząc o tym jak ważna jest zabawa i rytm w psychoterapii osób dorosłych zapewne parsknęłabym śmiechem, stwierdzając że ktoś mi opowiada tutaj bajki. Dziś jednak, mając większą wiedzę z obszaru traumy, czuję całą sobą jakie to jest ważne. Oczywiście cudownym przykładem, który ilustrował zasadność tego typu podejścia był opis przypadku 23-letniej kobiety, matki 3,5-letniej córeczki (trudna historia rodzinna, traumy, agresja), która w dosyć szybkim tempie w wyniku procesu psychoterapii nie tylko się ożywiła, uzyskała większą kontrolę nad swoją impulsywnością, ale przede wszystkim zaczęła być „całą sobą” bardziej w kontakcie. Po 14 miesiącach procesu leczenia (sesje ok. co 2 tygodnie), była w stanie pierwszy raz samodzielnie zreflektować się w trakcie swojego impulsywnego agresywnego zachowania, którego świadkiem była jej mała córeczka i w ogóle zauważyć to, że jej gniew budzi przerażenie u córki. I tutaj tak się zastanawiam, czy faktycznie zawsze tak jest, że na pewno psychoterapia „musi” trwać 10-12-15 lat? Czy może można inaczej i krócej?

 

Poza wykładem Bentzen zaintrygował mnie również wykład o oddechu, gdzie Grzegorz Pawłowski wspominał o jego podziale na oddech słuchający i sięgający, o tłumieniu oddechu, który pozwala nam „nie czuć”, a także o różnych technikach oddychania. To by się jakoś wpasowywało w to zjawisko, które pokazuje, że nie każdej osobie służą techniki relaksacyjne, a niektórych nie tylko nie rozluźniają, ale przede wszystkim wprowadzają w jeszcze trudniejszy stan emocjonalny.

 

Zjawiskowym wystąpieniem był również wykład Rachporn Sangkasaad Taal z wprowadzenia do Terapii Zasobów (RT). To była nie tylko powtórka wiedzy z neuro, podkreślenie wagi aktywności, historii podejścia, dysocjacji, Sensory Experience Memory (SEM), ale przede wszystkim pokaz przykładowej sesji. Możliwość bezpośredniego zaobserwowania jak działa dany sposób pracy uważam, że jest na wagę złota. Piękna praca tylko (albo aż) na emocjach, wyobraźni i symbolach.

 

 Przerwa dla ciała i umysłu

Kraków. Piękna pogoda. Zjedzony obiad. Sporo słów wymienionych ze znajomymi. Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Potrzeba ciszy na zebranie myśli. Kawa. I tylko parę kroków, aby wyjść przed budynek i rozkoszować się widokiem Wisły i Wawelu. Ławka i cisza, chociaż nie wiem czy można tak dosłownie mówić o ciszy. Siadam, rozglądam się dookoła, rozsiadam się wygodnie i pozwalam sobie na chwilę odpoczynku.

 

Szum… Wisły… Woda muskana przez wiatr rozbija się o stojące statki musząc na chwilę zahamować, aby na nowo się rozpędzić. W tle dobiega mnie kojący dźwięk muzyki klasycznej. Delikatne instrumenty zderzają się z krótkim, lecz mocnym uderzeniem dzwonów, chwilowo będąc zagłuszone. Instrumenty pięknie wypełniają przerwy w śpiewach ptaków, które niczym dwa odrębne zespoły muzyczne nucą swoje treści. Od czasu do czasu powietrze przecina dźwięk opon, które muskają piasek i dźwięk szprych które kręcą się swoim tempem w zależności od prędkości. Czasem też słuchać stukot. Akurat ktoś przechodzi. Pospiesznie? Wolniej? Słońce otula twarz, a niebo zachwyca błękitem tak jakby obfity deszcz i podtopienia nie miały miejsca jeszcze wczoraj, ale z miesiąc? trzy? temu.

 

Kawa szybko się kończy. Małe mają tutaj kubki. Myśli po pierwszej części konferencji dotykają doświadczenia i jawią się w postaci pytań… Wiedza. Własne doświadczenie psychoterapeutyczne. Pochwała Umysłu i przekonanie, że tylko dzięki niemu można osiągnąć sukces i zmianę. W bezruchu? Słowami? Czy faktycznie psychoterapia musi trwać 10-15 lat? A może trwa tyle tylko wówczas, gdy nie towarzyszy jej żadna inna aktywność? A może gdyby połączona była we współpracy z innymi metodami, które opierają się na procesach od dołu do góry, mogłaby trwać krócej? Może wręcz niezbędne jest, aby towarzyszyły jej inne aktywności? Może Ci pacjenci, którzy uprawiają jogę, chodzą na zajęcia z tańca, na ćwiczenia rozciągające, uprawiają sport oparty na współpracy, grają na instrumentach muzycznych, itd., szybciej osiągają zmianę? Masaż, TRE czy inne aktywności oparte na bezpośredniej pracy z ciałem; czyż nie są zbawienne? Teatr, improwizacja?

 Kawy koniec. Czas wracać.
 

Druga tura wykładów 

Wystąpienie dotyczące Analizy Bioenergetycznej Lowena i Ryszard Tafel. Przyznam, że poza samą treścią ujęła mnie osoba prowadzącego. Jego opowieść o „dochodzeniu do siebie” poprzez pracę z ciałem była mocno poruszająca. W moim poczuciu tytuł jego wystąpienia – „Wrażliwość jest moją siłą” w pełni oddaje atmosferę, którą można było poczuć podczas jego przemówienia. Każde jego słowo, każdy przykład, owinięty był praktycznie jego własnymi emocjami. Nie sposób było samemu nie poczuć pewnego poruszenia, wzruszenia i jakiegoś rodzaju być może zachwytu wobec samej metody, a może wręcz wobec historii człowieka, który stojąc przed dosyć sporą publicznością odważnie dzielił się swoimi przeżyciami z nieukrywanym wzruszeniem. Czuło się w pełni i tą wrażliwość i tą siłę. Może też dlatego później kolejne wystąpienia już stały się dla mnie mało wyraźne? Konkretne w treści jak wykład Wolfganga Brandta, który na rozwojowej osi pokazywał i tłumaczył rozwój różnych aspektów Ego, lecz beznamiętne?

 

The End – kierunek: integracja! 

Dziś trochę żałuję, że moja obecność na konferencji skończyła się tylko na dniu wykładowym i nie zapisałam się na żaden warsztat. Oj nie popełnię tego błędu następnym razem!

 

Jak na swego rodzaju „magię” to całkiem ciekawe są te wszystkie teorie etc., które stoją za tymi różnymi metodami pracy terapeutycznej. I jak na „magię” to jakoś jestem pod wrażeniem ich skuteczności, a przede wszystkim pewnej ekologii, która im w większości towarzyszy. Celowo używam tutaj słowa „magia”, bo należy wziąć pod uwagę fakt, że przyglądam się temu wszystkiemu ze skrajnego bieguna jakim jest kontekst podejścia psychoanalitycznego/psychodynamicznego. I cóż… to jest to… coś naprawdę niezwykłego. To taki rodzaj uczucia, który się pojawia w chirurgu, który nagle rozmawia ze specjalistą od medycyny chińskiej albo akupunktury (itp.). Albo można to odrzucić i wyśmiać albo zaciekawić się, spróbować poznać i doświadczyć. A na koniec – użyć.

 

I być może pozostałabym przy tym słowa „magia”, ale zbyt dużo mam już wiedzy z obszaru traumy i neuro, żeby wierzyć w to, że ciało (doznania) nie mają żadnego znaczenia i że nie należy się nim zajmować w procesie psychoterapii.

Podziel się:

Dodaj komentarz